Jak za niewielką cenę zagwarantować sobie wiele wrażeń?
Link 01.12.2007 :: 17:19 Komentuj (1)
No więc mam pierwszy od wielu tygodni leniwy weekend. Włóczę się po domu w starych, wynaciąganych na wszytskie strony ubraniach, fryzurę mam najwygodniejszą, zero makijażu. Przysiądę to tu, to tam. Genialnie jest. Jeszcze tylko MM mógłby zadzwonić, że wszytsko u niego OK i osiągnę pełnię szczęścia.
Dziś moje domowe ognisko wzbogaciło się o dwa nowe udogodnienia. Po pierwsze: mój telefon nokia 5200 (49zł), na który polowałam już dawno. Generalnie, poszlam na łatwiznę, bo mogłam się bardziej przyłożyć do wyboru czegoś, co będzie mi towarzyszylo przez kolejne 2,5 roku.. ale co tam. Jest radio, są mp3, nawet na upartego mogą być fotki. Jeszcze wszytsko nie działa jak należy, ale jesteśmy w fazie rozpracowywania sprzętu ;)
Druga sprawa to neostrada (19zł). Tak, zostałam oficjalnie dzieckiem neostrady 1MB. Ba, co warto dodać - niedziałąjącej neostrady ;). Nawet mój brat nie dał jej rady, pokonała go. Czekamy aż wreszcie uda się dodzwonić na "niebieską linie" aby im wygadać od najgorszych.
Jeżeli chodzi o kwestie uczuciowo-emocjonalne, to czuję się jak linoskoczek nad wielka przepaścią. Niby jest cudownie, z dreszczykiem, z emocjami, na pozór stabilnie. A z drugiej strony wydaje się, że wystarczy jedno potknięcie, jedno zawahania, jedno spojrzenie w bok.... by wszytsko się zawaliło.
Rodzice dalej nie wiedzą, że od sierpnia nie jestem już z Ex-em :/. No i jak ja im to mam przekazać? Ech.
Dystanse i odległości
Link 25.11.2007 :: 21:08 Komentuj (1)
MM wyjechał na tydzień za zachodnią granicę, co oznacza, że jest jeszcze dalej niż te cholerne 300km. Czuję się dziwnie z tą odległością, która nas dzieli - teraz i w ogóle. Bo w gruncie rzeczy dzieli nas wiele odległości.
Fizycznie. Nie mogę zdecydować ot tak, jadę do Ciebie. Mimo, że wiem ze chcesz się przytulić, że mnie potrzebujesz, że ja potrzebuję Ciebie. Każde spotkanie będzie logistycznym przedsięwzięciem, bilansem zysków i strat. Każde spotkanie będzie sie zaczynało euforią na dzień dobry, i żalem na do widzenia. A potem następne planowanie i tak w kółko.
Emocjonalnie. Wciąż zamknięty, nie pozwalasz mi zadawać tylu pytań. Nieświadomie zamykasz dla mnie te możliwość. Twoje czyny, słowa, zachowanie wręcz krzycza "nie karz mi sie angażować! nie mów, że ci zależy! nie stawiaj mnie w sytuacji, w ktorej bede mial odpowiedzialność za to, co czujesz!". I ja też się zamykam.
Poglądowo. Czemu mam przeczucie, że nie zrozumiem twojej wrażliwości? Że bedę gorsza bo mniej wiem, bo mniej rozumiem, bo muszę zadawać wiecej pytań. Dlaczego tak wiele wiesz, rozumiesz, umiesz? Dlaczego czasem jak coś powiesz to maleje do wielkości groszku i myśle "no tak. ma racje. dobry jest, cholera."
A mimo to wszytsko mam nadzieje, że będzie dobrze. Bo pierwszy raz czuję, że coś zaskoczyło, że wentylek z fajerwerkami tylko czeka na odpalenie.
Kołtun
Link 18.11.2007 :: 16:47 Komentuj (1)
Emocjonalnie jestem straszną gówniarą.
Spotkałam sie z Nim w jego przestrzeni, w jego mieście. Miało być romantycznie, intensynie, wesoło - i było. Jedyny problem jaki ostatecznie z tego spotkania wyniknął to to, że oboje nie wiedzieliśmy co chcemy po tym spotkaniu osiągnąć, co zyskać oprócz kilku wesołych chwil, czy w ogóle coś zyskać? Próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie czego ja chcę, i odpowiedź jest tak trudna, że nie chce jej słyszeć. Chcę z nim być, i chcę, żeby on chciał.
Ostatecznie stało się tak, że widzę w Nim cechy, które kiedyś, w żartach, określałam jako "idealne dla mnie". Zielone oczy, nieposkladna fryzura, okulary, przeszywający wzrok, i TEN uśmiech. Ale co z tego skoro dzielą nas kilometry, przestrzenie, niewypowiedziane słowa i pragnienia. Dzieli nas tak wiele, a łączą rzeczy powierzchowne. I nie wiem jak do niego dotrzeć, jak sprawić by jego odpowiedzi na moje pytania nie bolały. Bo kiedy mówi "Nie wiem" to mnie boli.
To wszytsko jest jak jeden wielki kołtun, ktorego niesposób rozwiązać. Jest tak ciężko że nikt nawet nie ma siły zrobić tego pierwszego kroku, żeby to zrobić. Siedzimy bezczynnie i na niego patrzymy. Nie chcemy, albo nie umiemy sobie pomóc. A w tym kołtunie tak wiele pytań, wyjaśnień, emocji, pragnień, chęci, niedomówień...
Realowo
Link 12.11.2007 :: 18:39 Komentuj (0)
Jest taka piosenka Bjork "It's Oh so Quiet". I ta piosenka odzwierciedla to, jak sie czułam przez ostatnie kilka miesięcy i jak sie czuję teraz. Około rok temu było fascynacja, mimo wszytsko niedojrzała. Za dużo sobie wtedy mówiliśmy i teraz już wiem, że to był błąd. Potem za dużo i za szybko razem robiliśmy i to też był błąd. Ale błędy są po to, żeby sie na nich uczyć. Później nastąpił długi (w mojej karierze najdłuższy) okres pewnej uczuciowej stabilizacji, który stopniowo przerodził sie w "i tak nie zasługuję na nic lepszego". Teraz znów za fajerwerki. Ale jakieś dojrzalsze, pewniejsze, rozważniejsze i teraz to ja wybierałam. W
Spotkaliśmy sie w sobote. Późnym wieczorem. Było mokro, śnieżnie i nieprzyjemnie. Późny listopad. Na początku zwykła randa z kimś poznanym na internecie. Spacer i nieśmiale, niepewnie wypowiadane zdania. Ocena sytuacji. Później zawsze nadchodzi rozluźnienie. Tak to już w tych bajkach bywa. I co? I co? Z wyborem trafiłam w dziesiątkę, aż sama sie dziwie ze tak dobrze mi poszlo, powinnam zacząć w totka grać. Po raz pierwszy w życiu miałam uczucię, że TAK, tym razem sie uda, tym razem jest taki, jakiego się spodziewałam, tym razem los mnie nie zawiódł.
A teraz się boję. I to jest najbardziej do bani :(
S@motność
Link 16.10.2007 :: 20:08 Komentuj (1)
Niektórzy nazywają to desperacja, inni robią to z ciekawości, lub dla chwilowej przyjemności. Jeszcze inni żeby przeżyć chwile emocji i to coś. Tak naprawdę wszyscy szukają w tym miłości. I nie można sie temu dziwić. Wszyscy szukamy miłości w tym świecie pełnym nieznajomych w tłumie. Znajomości internetowe. Dlaczego już tyle razy wybrałam taki własnie sposób poznania drugiej osoby. Z jednej strony brak wiary w siebie, że mogę kogoś zainteresować swoja osobą w realu. Ale to nie temat na dziś. Z drugiej strony jest ta pewność, że mogę bez skrępowania pytać, dowiadywać się, poznawać. To, co dana osoba ma najważniejsze, czyli intelekt, poczucie humoru, wrażliwośc, poznam od razu przez słowa, nie przez domysły. Nie będzie nudnego etapu skrępowanych rozmów. W internecie też działa intuicja i przeczucie. Czasem można sie pomylic co do drugiej osoby, ale czy nie robimy tego na codzien? W realu zdarza się to jeszcze częściej.
A teraz nastąpi całkowite zaprzeczenie tego, co przed chwilą napisałam. O zgrozo! Dziś mam urodziny, i nie jestem szczęśliwa. Czekam na smsa, czekam na migającą wiadomość w dolnym rogu, czekam. O dziwo, czekam z duzą niecierpliwością, im dłuzej, tym bardziej. Boję się, że odlslonilam za dużo kart, ale przecież pokazałam prawdziwą siebie. Dlugo bym tego i tak nie ukryła... Dlaczego, kiedy tak cholernie zaczęło mi zależeć, dałam plamę?
Do bani.
But show must go on.
Przecież się nie pójdę pociąć.
Przejdę na celibat, także uczuciowy.
Kupa
Link 05.10.2007 :: 21:40 Komentuj (0)
Mam wrażenie, że to pesymistyczne stwierdzenie "im gorzej tym lepiej" doskonale sprawdza sie w moim przypadku. Mam teraz ciężko w życiu; praca, studia, beznadziejne dojazdy, duże wymagania, stresujące sytuacje... I na każdy z tych czynników pozostaje obojetna. Czasem nadchodzą prawdziwe chwile załamania, ale jak to wszytsko się nawarstwi to takie załamanie pęka jak bańka mydlana, bo już nawet nie ma siły o tym myśleć. Wszytsko narasta i zapewne "zarasta". Nie pamiętam o porażakach. Ciesza mnie małe rzeczy, małe szczęscia. Uśmiech znajomoego z pracy, autobus, ktory przyjeżdża na czas, widok znajomej twarzy w tłumie ludzi. Coraz bardziej uświadamiam sobie, że reszta to dodatek i że tak naprawde liczy się to, co wprawiło mnie w dobry nastrój. Cieszę się że mam takie podejście, choć zaczynam zauważać, że brakuje mi tego optymizmu co kiedyś, tego szaleństwa i tej ochoty na życie.
Dziś kolejny piątek "zjazdowy". Beż ściemy spędziłam w autobusach i na przystankach jakies 5h w ciągu dnia. Rzygam tym już, choć nadal mam tę nutkę radości z tego, że autobuś W OGÓLE przyjechał, co jest ostatnio rzadkoscią - takich korków jeszcze nie widzialam w Moim Mieście Studenckim, a znam je przecież juz przeszlo 3 lata. Ktoś ukradł asfalt z wszytskich ulic, HELOŁ, oddawaj to!
Huśtawka
Link 23.09.2007 :: 20:38 Komentuj (0)
Zjazdy nie są takie złe i rosyjski też przestał już być taki straszny. Na razie są to tylko początki nauki tego jakże szlachetnego języka, ale mam nadzieje że będzie dobrze. Bo skoro jest ochota, to efekty też muszą być. No i drugą ważną rzeczą jest to, że wciąż mam okazje widywać choć niektóre ze znanych mi przez ostatnie 3 lata twarzy, a znając moje przywiązanie do ludzi, to dość ważny element.
Ostatnio wyselekcjonowałam sobie uczucia, ktore szczególnie mnie nachodzą ostatnimi czasy. Pierwszym jest oczywiscie niedobór snu i zmęczenie, ale chcialam o trochę innych uczuciach. Jest to istny rollercoaster. Po pierwsze; czuję sie strasznie malutka i niepotrzebna, czuję się jakbym wciąż za mało wiedziała i umiała, co wiecej; jakbym miała za mało szans i umiejetnosci na zdobycie tej wiedzy. Generalnie do bani.
Po drugie, czuję się jakbym osiagnela naprawde wiele jak na swój wiek. Jakby to wszytsko przyszlo mi z niebywala latwoscia i generalnie czuję się tak zajebiście mądra, ze za 20 lat będą mnie obchodzić tylko i wyłacznie stanowiska kierownicze. Dziwie uczucie, ale czasami sie zdarza. Szczegolnie po tym, jak zobacze, jak stoczyli sie niektorzy z moich rówieśników.
Po trzecie, czuję straszną pustkę i lęk przed przyszlościa. Jakby było tylko nudne dziś i żadnego krejzolskiego jutra. Pesymistyczna wizja. Czuje tez, ze od kiedy pobróbowałam życia z Kimś, to już teraz samej bedzie niepełnie i bez uśmiechu. Czuje sie słaba, ale nie załamana.. Bo twardym trza być, a nie miętkim.
Depresja Jesienna
Link 11.09.2007 :: 20:51 Komentuj (1)
Tak jakoś czuje pustke i beznadzieje. Rutyna mnie zabije.
Gdzie jest tak optymistyczna dziewczyna, ktora płacze ze śmiechu, ironizuje, gdy widzi ludzką głupote, krzyczy i spiewa kiedy ma ochote, chodzi z glowa bezczelnie podnoszona do góry? Tak, ta dziewczyna załapała jesienna depresje. No cholera jasna, co rok mnie to łapie i co rok sie nabieram ze mi już tak zostanie! Że już pozostanę zrzędliwa i zwieszona, że bede już zawsze myśleć, że życie jest do bani, i że już zawsze na zawsze na nic nie bede miala ochoty. Straszna wizja przyszlosci.
Jutro MOŻE bedę miala ochote pojechać do banku odebrać moja pierwszą wypłate. Jak przystało na (niedoszła) oportunistke karty nie posiadam, a przez internet rachunków tez nie opłacam :P. Dziwak.
"Była to jedna z głównych lekcji, jaką staruszka wyniosła ze śmierci – życie żądało od ciebie poświęceń. Jeśli nie byłeś do nich gotowy, robiło obrażoną minę i przestawało się o ciebie troszczyć. Było kapryśne, niewyrozumiałe i stronnicze. Gdyby udało ci się jakoś rzucić mu w twarz pytanie o jego sens, nie znalazłoby odpowiedzi. Sens życia bowiem zmienia się z dnia na dzień i w zależności od człowieka."
Białe jabłka, powieść Jonathana Carrolla.
O zimie. Przemyślenia autobusowe.
Link 02.09.2007 :: 00:36 Komentuj (4)
W autobusie spędzam średnio 3h dziennie. Ale nie sa to godziny zmarnowane, czas ten spedzam na czytaniu, mysleniu, i obserwacji rzeczywistosci. Jak powszechnie wiadomo, zadna z tych czynnosci nie jest marnotrawieniem czasu.
Ostatnio pomyslalam sobie, ze troche tesknie do zimowych poranków i do zimowej godziny 6:30 rano. I nie żebym byla survivalowcem. Ci, ktorzy o tej porze nigdy nie byli na miescie, na wsi czy gdziekolwiek, nie wiedza jaki swiat wtedy jest piekny. Mozna wrecz uslyszec padajce platki sniegu. One naprawde brzmia. Mozna zobaczyc jak snieg na polach mieni sie roznymi iskierkami. I zawsze kiedy ide, to moje stopy odbijaja sie jako pierwsze na chodniku. Wszytsko wydaje sie takie wyciszone i takie uśpione. Tak jakby snieg byl tylko kołderka.
Opatulam sie cieplym szalem, ubieram bulinkowe rękawiczki koloru green, mróże oczy (dla zasady) i czuje sie, jakbym brała udział w spacerze po chmurach.
Wcale nie lubie zimy. Ale co poradze na to, ze czuje sie wtedy tak magicznie.
Potrzeba mi siły.
Link 19.08.2007 :: 21:56 Komentuj (1)
Kolejna faza sinusoidy. Bardzo dolna.
Chcialbym byc na tyle silna, zeby odejsc i po prostu zapomniec o wszyskim, zyc dalej swoim super bezblednym zyciem i utwierdzac sie w przekonaniu ze jestem na tyle boska, ze dam sobie rade sama.
Chcialbym nie budzic sie rano z mysla "kolejny beznadziejny dzien, w ktorym nie ma nadziej na lepsze jutro, bo nie ma nikogo z kim mozna patrzec w te sama strone". Tak dlugo zylam sama patrzac na szczescie innych.
Chcialbym, zeby widok zakochanych par nie budzil we mnie emocji w stylu "oni to moga, a ja nie. Czemu ja nie? Za gruba, za niska, za blada, za malo blyskotliwa; zabawna; figlarna, za malo kosmetykow, za malo ciuchów, za malo pewnosci siebie, za malo.. za malo.. za malo..."
Chyba nadszedl taki okres w moim zyciu, w ktorym wmawianie sobie "przyjdzie na to czas" juz do mnie nie trafia. Nawet jezeli wmawiam to sobie sama.
Chyba zapisze sie do jakiegos zwiazku kobiet twierdzacych ze faceci to slepe durnie. Myslicie, ze taki znajde? A moze powinnam sama zalozyc, i przy okazji zostac jego prezesem.
Edit: cholera jasna! Rozczulilam sie jak jakas placzliwe babsko. Tak byc nie moze! Przeciez potrzeba mi sily.. Nikt mi jej nie da, jezeli nie ja sama.